piątek, 21 sierpnia 2015

#3 Wybacz mi Leonardzie - Matthew Quick

Znacie to uczucie kiedy zwali Wam się na głowę tyle obowiązków że nie macie już na nic czasu? Gdzie żyjecie tylko dla szkoły, bo sprawdziany, egzaminy, matura? Ja znam doskonale to uczucie. Trzy lata temu, idąc do technikum, nie miałam pojęcia że zostanie mi tak mało czasu na robienie czegokolwiek niezwiązanego ze szkołą. No ale cóż, stało się, miałam zastój, nie czytałam, nie ciągnęło mnie do tego, znajdując odrobinkę wolnego czasu wolałam po prostu zrobić coś, co pozwoli mojemu mózgowi dać chwilę oddechu, dać mu przerwę od myślenia.

Już prawie rok temu, bo jakoś w październiku/listopadzie, “odrodziłam się na nowo”. Powoli bo powoli ale zawsze. Wrzesień - książka dnia w empiku za 20 złotych, akurat “Poradnik pozytywnego myślenia”, naciągnęłam swoją rodzicielkę. Radość wielka, bo już prawie zapomniałam jakie to uczucie mieć nową książkę - taką którą się chce, nie podręczniki. Potem imieniny, wpadł jakiś pieniądz, pognałam do sklepu, zakupiłam “Papierowe Miasta”, wzięłam gazetkę i wyszłam. W domu zobaczyłam ogłoszenie o premierze trzech nowych powieści Pana Quicka (chyba wszyscy wiemy o jakie tytuły chodzi). 
W moje gusta najbardziej wpasowało się “Wybacz mi Leonardzie”. Po opisie książki dosyć szybko dotarło do mnie, że jakby podmienić imię Leonard na Daria (czyli moje imię :), opis byłby idealnie pasujący do mnie (może poza momentem o ogoleniu głowy na łyso). W końcu “dorośli którzy go nie rozumieją”, cytat wydaje mi się, że odnosi się do wielu nastolatków, każdy przeżywa bunt na swój sposób, a ja, kilka lat temu, zrobiłam się strasznie zamknięta w sobie, trochę aspołeczna, tak więc miałam uczucie że nie tylko dorośli mnie nie rozumieją, a każdy.
"(...) z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym."
“Wybacz mi Leonardzie” to jedna z trzech książek autorstwa Matthew Quicka napisanych dla młodzieży. Ta konkretnie, opowiada o chłopaku imieniem Leonard który w dniu swoich osiemnastych urodzin robi coś, czego chyba nikt inny nigdy nie zrobił. Goli głowę na łyso, zabiera do szkoły pistolet i pakuje prezenty dla swoich przyjaciół.
Nie jest łatwo być Leonardem. Kiedy miał piętnaście lat ojciec, była wielka gwiazda rocka, wręczył mu rodzinne pamiątki z czasów wojny i uciekł, próbując ukryć się przed agentami federalnymi. Matka jest... Matka Leonarda to Linda. Leonard zwraca się do niej po imieniu, choć ona tego nie lubi. Twierdzi że to ją “odmamia”. Dla Leonarda jego matka sama się “odmamiła” zostawiając go samego przez większość czasu w ich domu w South Jersey, podczas gdy ona wynajęła sobie mieszkanie na Manhattanie, i spędza tam czas ze swoim nowym francuskim chłopakiem. Bo wiecie, Linda jest projektantką mody, więc ten zawód wymaga od niej stałej obecności w Nowym Jorku, nawet kosztem zostawienia syna samego sobie. 
No i jest jeszcze sprawa Ashera Beala. To z jego powodu Leonard bierze do szkoły broń. Chce najpierw zabić Ashera a potem popełnić samobójstwo. Chodzi o sprawę z przeszłości. O sprawę, jak uważa Leonard, po której jego matka wymeldowała się z jego życia.


"Najpierw cię ignorują, potem się z ciebie śmieją, potem cię zwalczają, potem wygrywasz."

Na odwrocie książki są słowa pani psycholog Marii Rotkiel, które pozwolę sobie przytoczyć: “Książka dla wszystkich samotników, wrażliwców, artystów i tych, którzy nie boją się stawiać trudnych pytań. Dla tych, którzy są inni i wiedzą, jak trudno być innym. Książka, która pomaga uwierzyć, że wrażliwych ludzi jest więcej, niż nam się wydaje.” I wiecie co? Ta wypowiedź idealnie oddaje treść książki. 
Jeżeli znasz mój pierwszy książkowy post, dotyczący powieści “Will Grayson, Will Grayson”, wiesz, że tym co mnie tak uwiodło w tamtej książce jest inność bohaterów, bo dzięki nim wiem, że nie tylko ja jestem inna. Tak samo było w przypadku “Wybacz mi Leonardzie”. A tą książkę przeczytałam pierwszy raz, na wiele miesięcy przed Willami, jak już wspomniałam: październik/listopad, a z podziwu nad tą nią wciąż nie mogę się otrząsnąć. 
Oceniam tą książkę 10/10 i dokładam do “ulubionych”. Naprawdę, uwielbiam ją, kocham, podziwiam, wielbię... Książka sama w sobie przywróciła mi chęci do czytania, przypomniała dlaczego tak to kocham. Bo poznaję tak wielu różnych ludzi, tak wiele różnych historii, a każda, w jakimś stopniu, przypomina mnie. Dzięki niej znów odbywam podróże, moje ulubione, podróże w książki, znów potrafię się zaczytać bez pamięci, spędzać godziny przy książkach, i tak kombinować, by pogodzić to co dla mnie najprzyjemniejsze - czytanie - z nauką. 
A Leonard? Leonard jest moją chyba ulubioną, książkową postacią. Nie dość że swoim charakterem, jak i przemyśleniami, czy zachowaniem, przypomina mnie do bólu, to jeszcze jest tak cudownie stworzoną postacią, której historia jest w stanie poruszyć najtwardsze serca. Bo, czy po poznaniu całej historii Leonarda Peacocka, znajdzie się ktoś, kto powie że ani razu się nie wzruszył, czy nie współczuł bohaterowi? Nie mam na myśli wylania morza łez - przecież nie wszyscy zareagują na tą książkę tak jak ja - ale odrobina współczucia? 
"Lepiej się czuję, kiedy jestem tu sam. Bezpieczniej."



Polecam tą książkę każdemu, naprawdę, każdemu bez wyjątków, nie ważne w jakich gatunkach literackich kto się obraca, nie patrząc na to ile ktoś ma lat (bo niby “Wybacz mi Leonardzie” jest powieścią dla młodzieży, z czym ja się nie do końca zgadzam), czy jest najszczęśliwszy na świecie czy podobny do Leonarda - wpycham tą powieść w ręce każdej osoby która weszła na tego bloga.
Dziękuję. :)

4 komentarze :

  1. Kurczę. Bardzo mnie zachecilas. Bardzo. Książkę mam już u siebie i planowałam zacząć niedługo ją czytać, ale po twojej recenzji biorę się za nią od razu.
    Cieszę się, że książka przywróciła Ci chęci do czytania, bo gdyby nie ona to teraz nie czytalabym tak świetnej recenzji. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te miłe słowa. Są dla mnie bardzo ważne, bo ta książka jest dla mnie bardzo ważna. Dziękuję i również pozdrawiam. :)

      Usuń
  2. Ja na półce posiadam "Prawie jak gwiazda rocka" i leży tak od początku wakacji, coraz więcej nowych książek do recenzji i brak czasu ( lenistwa trochę też w tym jest :D ) nie sprzyjają moim osobistym planom czytelniczym. Niestety. Ale tę książkę na pewno kiedyś przeczytam - zapowiada się świetnie.

    http://recenzjeksiazkomaniacy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Prawie jak gwiazda rocka" jest moim nowym nabytkiem. :) Ja mam teraz taki problem że mam dużo nowych książek, i najchętniej bym je wszystkie naraz przeczytała, więc nie czytam prawie żadnej,

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka