piątek, 11 września 2015

#10 Kiedy byłem dziełem sztuki - Eric-Emmanuel Schmitt



Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł oryginału: Lorsque j'etais une oeuvre d'art
Liczba stron: 264
Wydawnictwo: znak litera nova
Moja ocena: 9/10





"Kiedy byłem dziełem sztuki" jest książką na którą polowałam równe trzy lata. W dodatku to jedna z tych powieści które nie dość że chcę przeczytać, koniecznie chcę posiadać. Tak więc od połowy sierpnia jestem dumną posiadaczką książki Pana Schmitta.



Powieść zaczyna się dość niespodziewanie. Od pierwszego zdania wiemy że główny bohater chce popełnić samobójstwo, jest tego absolutnie pewien i już prawie osiągnął swój cel. Prawie...

Na wyspie, na której nasz bohater zamierza się zabić mieszka pewien artysta, niejaki Zeus Peter Lama. To on przeszkadza głównemu bohaterowi w popełnieniu samobójstwa, wytrąca go z równowagi, ale również zaprasza do siebie twierdząc że ma dla niego propozycję, po której nie będzie chciał się kończyć z życiem. Jeżeli natomiast nie zmieni zdania Zeus Peter Lama odwiezie go następnego dnia na ten sam klif.

Chłopak się zgadza, wyjaśnia przyczynę swojej decyzji. Zeus oferuje mu coś niezwykłego, coś dzięki czemu główny bohater stanie się rozpoznawalny i podziwiany - wystarczy że odda mu całego siebie. Tak oto chłopak przechodzi wiele operacji, ma wiele pozamienianych "części", a także dostaje nowe imię - Adam bis.

W ten sposób staje się dumą Zeusa Petera Lamy który go uważa za najlepszą rzecz jaką wymyślił - w końcu udoskonalił samą naturę. Adam bis jest jak ruchoma rzeźba - stoi, powoli spaceruje, ale w obecności podziwiających go osób nie może się odezwać. Jest dziełem sztuki.

Jedyne co jest cały czas jego to oczy, struny głosowe i zachwyty. I właśnie to najbardziej podoba się Carlosowi Hannibalowi i jego córce Fionie najbardziej w Adamie. Warto dodać że Carlos jest niewidomy - nie wie że ich Adam to Adam bis, czyli "rzeźba" którą Carlos krytykuje przy Adamie.

W końcu Adam uświadamia sobie że stał się przedmiotem. Że nie należy już do siebie, że jest czyjąś własnością. Zostaje sprzedany a następnie wzięty do Muzeum Narodowego jako eksponat. Tęskni za Fioną i Carlosem. Razem, w końcu, decydują się na rozprawę sądową. Nie jest to jednak łatwe, ponieważ Adam, jeszcze jako Tazio Firelli, zrzekł się swojego człowieczeństwa.

Odbywa się rozprawa sądowa. Wszyscy zgodnie twierdzą że Adam bis należy do państwa, a dla niego samego, Fiony i ich prawnika sprawa wydaje się przegrana. Dobijają ich jeszcze zeznania Zeusa Petera Lamy - "stwórcy" Adama.

I to również dzięki niemu rozprawę udaje się wygrać. Zeznaje że "to" co ubiega się o swoje prawa nie jest rzeźbą, jest falsyfikatem. A jako falsyfikat nie ma żadnej wartości. Zostaje przez kustosza muzeum wyrzucony na śmietnik. Tam czeka na niego Fiona, zabiera go do lekarza i... Adam odzyskuje życie.

Oceniłam tą książkę 9/10. Czekałam na nią trzy lata i nie żałuję tego. Obawiam się że mając 14/15 lat nie zrozumiałabym w ogóle tej książki. Jest bardzo dosłowna, nic nie ukrywa, a pozwala nam samym wszystko interpretować. Jest napakowana tyloma świetnymi, życiowymi cytatami, które mogą dotyczyć każdego z nas. Jest mądra, cudowna i... w sumie łatwa. Nie napisana skomplikowanym językiem, nie jest pełna trudnych, długich, niezrozumiałych słów. Jest napisana tak prostym językiem jak bajka do dzieci, a przekazuje swoją treścią tak wiele ważnych wartości, że nie jestem w stanie przedstawić tego słowami.

Polecam tą pozycję każdemu kto ma czas by na chwilę zatrzymać się, pomyśleć nad nie tyle sensem życia co swojego istnienia, i czy bycie człowiekiem nie jest najlepszym, co mogło nas kiedykolwiek spotkać. A także że każdy człowiek jest z natury wyjątkowy, i nikt nie powinien się ulepszać, bo to, co tworzy natura jest doskonałe, a doskonałego się nie ulepsza.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka