czwartek, 21 lipca 2016

#62 Dziesięć płytkich oddechów - K.A. Tucker

Kilka lat temu życie dwudziestojednoletniej Kacey Cleary rozpadło się na kawałki. Wraz z młodszą siostrą Livie, z biletami autobusowymi w kieszeni, wyruszają do Miami. Goniąc za marzeniami i uciekając przed koszmarem, dziewczyny trafiają do apartamentowca niedaleko plaży. Rozpoczynają nowe życie. I wszystko przebiegałoby zgodnie z planem, gdyby Kacey nie spotkała Trenta Emersona z mieszkania 1D. Zamknięta w sobie Kacey nie chce niczego czuć. Tak jest bezpieczniej. Dla wszystkich. Jednak w końcu ulega, otwiera serce i zaczyna wierzyć, że może pozostawić za sobą koszmarną przeszłość, by zacząć od nowa. Niestety okazuje się, że nie tylko Kacey kryje tajemnicę. Pozornie perfekcyjny mężczyzna ukrywa prawdę o wydarzeniach, których nie da się wybaczyć. Odkryta przeszłość Trenta sprawi, że Kacey powróci w przerażający mrok i samotność.

~ lubimyczytac.pl

Historia Kacey nie jest historią nową, oryginalną czy zaskakującą. Wypadek, strata bliskich - jesteśmy otoczeni przez kolejne informacje o takich incydentach. Słyszymy o nich każdego dnia. Dlaczego więc Dziesięć płytkich oddechów jest całkiem dobrą książką?

Akcja książki zaczyna się w momencie w którym dwudziestojednoletnia Kacey wraz ze swoją piętnastoletnią siostrą Livie przybywa do Miami. Dziewczyny rozpoczynają tu zupełnie nowe życie. Wynajmują małe mieszkanko, Livie idzie do szkoły, Kacey szuka pracy. Wszystko zapowiada się dobrze ale... Zawsze musi być jakieś Ale. Po jednej stronie mieszkania Kacey mieszka Trent - przystojny, wysoki mężczyzna o niebieskich oczach który od samego początku wywołuje w dziewczynie mieszaninę różnych emocji, z pożądaniem i zauroczeniem na czele. Z drugiej strony piękna Storm wraz ze swoją kilkuletnią córeczką Mią. Storm pracuje jako striptizerka; zaprzyjaźnia się z Kacey, pomaga jej, karmi ją i Livie, załatwia jej lepiej płatną pracę.

Wydawałoby się że życie Kacey wreszcie się stabilizuje - ma mieszkanie, jest bezpieczna, dobrze zarabia a jej kontakty z Trentem są coraz bardziej gorące. Niestety, nie jest w życiu kolorowo, pewne wydarzenia i przeszłość ingerująca w teraźniejszość sprawią że Kacey na nowo poczuje się skrzywdzona, samotna i bez sił, czując jedynie ból. Czy znajdzie z tej sytuacji rozwiązanie?

Słyszałam o tej książce już parę razy, niejednokrotnie miałam ochotę ją przeczytać, za każdym razem jak trafiałam na wzmiankę o niej przeklinałam się że jeszcze jej nie kupiłam. Czy żałuję? Czy się cieszę? Zaraz Wam opowiem.

Dziesięć płytkich oddechów jest historią trafiającą do serca człowieka, niestety tylko na moment. Nie zostawia trwałego śladu w pamięci, nie wywołuje zaskoczenia, wzruszenia i nadmiernej ekscytacji. Jest dobrym średniakiem.
Akcja rozwija się w dobrym, szybkim tempie, nie ma monotonii, coś się kończy, coś się zaczyna. Nie oznacza to że wszystko jej "cacy". Niekiedy zaczynałam się naprawdę nudzić, niektóre wątki są poprowadzone w złych kierunkach. I muszę, choć ze smutkiem to przyznać, że tajemnica która miała nas zaskoczyć i niespodziewanie wyjść na jaw, była, jak dla mnie, czymś czego się spodziewałam już po pierwszym zapoznaniu się z opisem.

Całość książki podzielona jest na kilka części, co moim zdaniem jest bardzo fajnym pomysłem. I przyznam, że niejednokrotnie, od zamknięcia tej powieści i odłożenia na półkę powstrzymywało mnie tylko to że zaraz rozpocznie się nowa część, z wydarzeniami ukierunkowanymi na coś innego.

Największym plusem tej książki jest punkt kulminacyjny. Po prostu wydarzenia po nagłym zwrocie akcji całkowicie mnie zaskoczyły. Spodziewałam się... nie wiem czego się spodziewałam. Pewnie czegoś nudnego, jakiegoś focha i kłótni zakochanych czy powrotu do domu, a to co dostałam... Magia.

Ale skoro pojawił się plus, muszę też wspomnieć o największym minusie, a mianowicie o postaciach. Wydaje mi się że autorka tak bardzo chciała nadać swoim bohaterom wyrazistość, tak dokładnie chciała ich wykreować że aż przesadziła. Najbardziej drażniła mnie Livie - piętnastolatka, niesamowicie dojrzała jak na swój wiek, mówiąca swojej dwudziestoletniej siostrze jak ma postępować, komu ma podawać rękę. Piętnastolatka robiąca wszystko z dobroci serca, opiekująca się stale dzieckiem sąsiadki, grzeczna, uczynna, mądra i inteligentna, zawsze mająca na uwadze dobro innych, podejmująca tylko i wyłącznie dobre decyzje. Aż bolało mnie czytanie o kolejnych zachwytach nad tym dzieciakiem. Co do reszty postaci... Każda z nich, moim zdaniem jest przerysowana; Kacey jest super twardzielką której nic nie rusza, no chyba że Trent na widok którego od razu zapomina do czego służy mózg, Trent - facet idealny, dobry, miły, zabawny, przystojny - tylko brać.

Tak więc jak już wspomniałam, według mnie Dziesięć płytkich oddechów to po prostu średniak choć z dobrze wymyśloną historią. Książka zgarnia ode mnie ocenę 6/10, a to głównie za zwrot akcji który naprawdę mi się spodobał.

Jeżeli nie macie co czytać, chcecie coś lekkiego ale z nutką dramatu możecie przeczytać tę pozycję. Na pewno nie będzie to czas stracony. Jeżeli poszukujecie czegoś naprawdę dobrego, czegoś co pozostanie w pamięci zdecydowanie odradzam tą książkę.

__________

Zapraszam na facebooka!


12 komentarzy :

  1. Słyszałam dość dużo dobrego o tej książce, ale nie byłam co do niej przekonana. Po twojej ocenie tej pozycji, sądzę, że nie sięgnę po nią w najbliższym czasie, chyba, ze będę miała ochotę na coś lekkiego ;)

    Pozdrawiam cię z całego serduszka <3
    Tusia z bloga tusiaksiazkiinietylko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Od jakiegoś czasu planuje lekturę tej serii. Mimo negatywnych opinii myślę, że warto zaryzykować... Najwyżej ;)

    www.carolinelivre.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tą książkę jakiś czas temu. Jeśli mam być szczera to mam takie samo zdanie o niej. Choć zakończenie... Nie chciałam happy endu, na prawdę nie chciałam. Myślałam, że będzie zupełnie inaczej. A to że Livie jest tak wykreowana podobno ma wpływ na kolejną część, czyli jeśli dobrze pamiętam "Jedno małe kłamstwo" - bo to jest jej historia. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka jest przepiękna, szkoda, że to ksiązka z typu tych, które wpadają na chwilę i zaraz wypadają ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam cały cykl "Dziesięć płytkich oddechów" i chociaż nie lubię książek obyczajowych, to ta do mnie trafiła. Chociaż chyba minimalnie bardziej podobała mi się druga część :) A Ty czytałaś już pozostałe?

    OdpowiedzUsuń
  6. Już wiele razy słyszałam o tej książce i miałam ochotę ją przeczytać. Szkoda, że nie do końca przypadła Ci do gustu, ale mam nadzieję, że sama sprawdzę ją, kiedy wpadnie w moje ręce. :)
    Pozdrawiam cieplutko
    Dominika z booksofsouls.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Zarówno tytuł, jak i okładka naprawdę magiczne. Nie wiem, dlaczego tak mnie zauroczyły, ale głównie przez to mam ochotę sięgnąć po tę książkę. Nasłuchałam się o niej wiele dobrego, więc Twoja recenzja jest dla mnie lekkim zaskoczeniem. Nie zmienia to jednak faktu, że sama chętnie się przekonam, czy "Dziesięć płytkich oddechów" jest warte polecenia:)
    Pozdrawiam! http://bookwormss-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje mi się nie w moim guście, ale tym samym zapowiada się ciekawie. Jednak najpierw uporam się ze stertą książek z mojej półki.
    Nominowałam cię do LBA :) Więcej info na blogu http://ostatniaksiazkoholiczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ładna okładka :) recenzja aż zachęciła do sięgnięcia po tą pozycję :)

    Pozdrawiam :)
    http://czarodziejka-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak długo mam ją już na liście do przeczytania, ale widzę, że opinie nie są niestety pozytywne, pozdrawiam Ola z pomiedzy-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Już od dawna mnie intryguje. Uwagę niezaprzeczalnie przyciąga okładka. Myślę, ze sięgnę po nią w niedalekiej przyszłości :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Kolejna część cyklu jest właśnie o Livie i myślę, że jest tam wytłumaczona ta ,,rozsądność" dziewczyny :) zgadzam się książka nie powala, ale też nie jest kiepska :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka